Szaleństwo roku

Politycy polscy wypowiadają tyle zdań nieodpowiedzialnych, szkodliwych czy po prostu głupich, że dokonanie ich rankingu jest zgoła niemożliwe. Na epitety, nawet gdy o „zdrajcach”, „chamach”, „pachołkach” mowa, przestałem już zwracać uwagę. Mój nauczyciel fizyki z liceum im. Tadeusza Reytana w Warszawie, kiedy usłyszał obelżywe określenie, komentował je krótkim: „Sam o sobie mówisz, ośle”, co wydaje mi się formułą celną, uniwersalną i wystarczającą w 99 proc. przypadków.

Co innego jednak, kiedy wypowiedzi naszych, pożal się Boże, „parlamentarzystów” uderzają już nie w poszczególne osoby, ale sedno wartości, na których opiera się każdy wolny i demokratyczny kraj. W tej mierze palmę pierwszeństwa przyznaję posłowi Joachimowi Brudzińskiemu. Po tym, kiedy bojówki Solidarności obległy Sejm i nie wypuszczały z niego deputowanych, oświadczył z całą dezynwolturą: „A cóż to za problem, że posłowie musieli pobyć na Wiejskiej półtorej godziny dłużej?

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj