Na progu absurdu

Poniedziałek. Stacja metra Barbes-Rochechouart. Na peronie zapłakana i zasmarkana dziewczynka, na oko 4-, 5-latka. Albo się zgubiła, albo porzucona... Już chcę jej iść na pomoc, ale na szczęście zatrzymuje mnie życzliwy przypadkowy pasażer, zmierzający do tej samej przesiadki. „Niech pan da sobie spokój. Mniej więcej co godzina przechodzi tędy patrol policji. Oni się bachorem zajmą. A pan, co by zrobił? Przytulił, utulił... oskarżenie o pedofilię gwarantowane. Może by się pan jakoś wytłumaczył, ale nie wcześniej niż na komisariacie. Areszt i przesłuchania pana nie miną”. Ma facet rację.

Zostawiam na peronie nieznośnie kwilący problem i jadę do domu. Dzięki ci przypadkowy doradco! O mało co wlazłbym w bagno, które by mnie ze szczętem ­zassało. I nie chodzi tutaj tylko o dziewczynkę na ­peronie. Nasi milusińscy są znacznie inteligentniejsi, niż to się wydaje mającym dzisiaj pierwsze miejsca w mediach modnym pedagogom. Podobnie jak w społeczności dorosłych, są dzieciątka naiwne i cwane, uczciwe i zakłamane, szlachetne i podłe.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj