Dzień pobiedy
Oglądamy z Basią w telewizji obchody Dnia Zwycięstwa w Rosji. Za parę godzin usłyszymy w telewizji polskiej, która zdarzenia oczywiście w całości nie transmitowała, o „militarystycznej defiladzie”.

Oczywiście, była i wielka defilada wojskowa. Dlaczego ma nas ona gorszyć bardziej niż np. wspaniałe widowiska, których każdego 14 lipca na Polach Elizejskich dostarczają nam bijące w bruk buty francuskiej armii, a w którym to spektaklu i jednostki polskie brały ostatnio udział. Jakże cieszy się naród, oglądający wszelkie formacje naszych mundurowych chłopaków, maszerujących z okazji przegranych rocznic przed Grobem Nieznanego Żołnierza w Warszawie. Górą lecą samoloty. Czołgów nie udaje się wprowadzić, bo nawierzchnia placu by nie wytrzymała.

Bardzo skarżą się historycy polscy, że naszych żołnierzy nie zaprosili Brytyjczycy na defiladę zwycięstwa w 1945 r. w Londynie. Był to bez mała policzek wymierzony Polakom. Pomściliśmy go dzisiaj, odmawiając, tym razem my, udziału w rosyjskiej paradzie.

Najmocniejszym akcentem uroczystości były pochody we wszystkich miastach Rosji, w których bratanek, wnuk, siostrzeniec, prawnuk niósł zdjęcie zabitego w wojnie ojczyźnianej członka rodziny.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj