W promieniach sławy
W 356 r. p.n.e. pewnemu szewcowi w Efezie sprzykrzyło się być szewcem. Któż bowiem już w następnym pokoleniu pamiętałby o jednym z efeskich szewców?

Miasto zaś było duże, więc i szewców odpowiednio wielu. Żeby zdobyć rozgłos i przejść do historii, podpalił więc słynną świątynię małoazjatyckiej bogini zwanej Artemidą efeską. Po zamachu nie uciekał, nie krył się, wręcz odwrotnie – ogłaszał wszem i wobec, że jest autorem tragedii. Sąd skazał Herostratosa (tak się szewc nazywał) na śmierć, a imię jego na wieczne zapomnienie. Z egzekucją nie było problemu. Któż jednak zapanuje nad ludzką pamięcią?

W pierwszej chwili zlekceważył sentencję mędrców tylko kronikarz Teopompos z Chios. Cóż jednak zrobić z wieścią gminną, z której korzystali historycy w następnych pokoleniach. I dzisiaj, w dwa i pół tysiąclecia później, widać, że szewc dopiął swego. Nie ma poważnej encyklopedii, która nie wymieniałaby jego imienia i nie informowała o czynie. Owszem, podkreśla się zawsze, że jest symbolem człowieka zdobywającego sławę przez zbrodnię.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj