szukaj
Szczepionkowa polemika
Zastrzyki kalectwa, racjonalny strach
Miesiąc temu zamieściliśmy artykuł Marcina Rotkiewicza p.t. "Zastrzyki strachu", w którym autor opisuj coraz częściej spotykane w Polsce zjawisko unikania obowiązkowych szczepień dzieci i młodzieży. Artykuł o antyszczepionkowym ruchu wzbudził duże zainteresowanie naszych czytelników, także osób zawodowo zajmujących się ochroną zdrowia. Poniżej publikujemy polemikę z Marcinem Rotkiewiczem pióra prof. Marii Doroty Majewskiej z Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie (wraz z odpowiedziami autora).
Opór wobec szczepionek nie jest niczym nowym – pierwsze organizacje zwalczające ten wynalazek powstawały już w XVIII i XIX w., m.in. z pobudek religijnych.
Sven Hoppe/PantherMedia

Opór wobec szczepionek nie jest niczym nowym – pierwsze organizacje zwalczające ten wynalazek powstawały już w XVIII i XIX w., m.in. z pobudek religijnych.

(Replika publiczna do artykułu “Zastrzyk strachu” Marcina Rotkiewicza, Polityka, nr 31/2869).

Od kilku lat naukowo zajmuję się problemem bezpieczeństwa szczepień. Ponieważ w artykule M. Rotkiewicza przedstawiono wiele tendencyjnych, fałszywych informacji i tez dotyczących zarówno szczepień jak i mojej pracy, jestem zmuszona krytycznie odnieść się do poruszonych przez niego kwestii.

Skuteczność i bezpieczeństwo szczepień

Zacznijmy od kalendarza szczepień.  Autor pisze, że polskie niemowlę otrzymuje w pierwszych 18 miesiącach życia „w sumie sześć różnych szczepionek”.  Jest to zmanipulowana prawda.  Załączony program obowiązkowych w Polsce szczepień pokazuje, że niemowlęta otrzymują w tym okresie 26 szczepień. Niektóre szczepionki są skojarzone (np. DTP czy MMR zawierają w jednym zastrzyku drobnoustroje lub ich fragmenty wywołujące trzy różne choroby) i w żaden sposób nie można ich traktować jako jednego szczepienia, ponadto szczepienia podawane są wielokrotnie, co oznacza, że ryzyko powikłań po nich jest powielane.  Pisząc, że w Polsce aplikuje się niemowlętom 6 szczepionek, autor prawdopodobnie liczył je według różnych kolorów, użytych w tabelce Głównego Inspektoratu Sanitarnego (GIS), co świadczy o jego nieznajomości tematu.  (http://gistest.pis.gov.pl/ckfinder/userfiles/files/EP/PSO.pdf).

Odpowiedź Marcina Rotkiewicza (MR): Nie wiem, na czym miałoby polegać „manipulowanie prawdą”, gdy piszę, że dzieci przez pierwsze półtora roku życia otrzymują sześć szczepionek (gruźlica, żółtaczka, MMR, DTP, HIB, Polio), bo tyle otrzymują. Oczywiście w różnych dawkach, np. przeciwko gruźlicy jeden zastrzyk, a przeciwko żółtaczce trzy. Ponadto np. MMR jest jedną szczepionką, ale przeciwko trzem chorobom, podawaną dwukrotnie. Wreszcie – jaki cel miałoby manipulowanie powszechnie dostępną wiedzą - kalendarz szczepień może sobie każdy obejrzeć choćby w Wikipedii?

Istotną sprawą całkowicie pominiętą w ww. artykule jest fakt, że ten kalendarz szczepień jest całkowicie arbitralny.  Nie ma żadnych dowodów, że został on opracowany w oparciu o rzetelne badania, które by wykazały, że podawanie niemowlętom szczepień według takiego schematu i w takich kombinacjach jest bezpieczne i skutecznie chroni przed chorobami zakaźnymi.  Natomiast coraz więcej danych wskazuje, że nie są one ani bezpieczne, ani skuteczne.  Dalekie od prawdy jest też twierdzenie, że szczepienia wyeliminowały większość zakaźnych chorób.   Dane demograficzne z kilku krajów ujawniły, że to nie szczepienia, ale poprawa higieny i warunków życia ludności oraz wprowadzenie antybiotyków w radykalny sposób zmniejszyły zachorowalność i umieralność na choroby zakaźne już na wiele lat przed wprowadzeniem szczepień. (http://childhealthsafety.wordpress.com/graphs/; http://www.columbia.edu/itc/hs/pubhealth/rosner/g8965/client_edit/readings/week_2/mckinlay.pdf).

MR: Kalendarz szczepień ustalają eksperci, biorąc pod uwagę m.in. wygasanie odporności uzyskanej dzięki przeciwciałom otrzymanym o­d matki (http://szczepienia.pzh.gov.pl/main.php?p=2&id=68&sz=168). Z kolei twierdzenie, iż to „nie szczepienia, ale higiena, lepsze warunki życia oraz antybiotyki radykalnie zmniejszyła zachorowalność i umieralność na choroby zakaźne” nie jest oparte na żadnych wiarygodnych danych czy publikacjach naukowych (ciekaw też jestem, jak antybiotyki mogły wpłynąć na choroby wirusowe…) – choć oczywiście nie można zaprzeczyć, że wzrost higieny i poprawa warunków życia poprawiły stan zdrowotny społeczeństw. Ale samo mydło nie wyeliminuje polio, żółtaczki czy ospy prawdziwej.

Aby uzasadnić swoją tezę, prof. Majewska powołuje się na wpis na antyszczepionkowym blogu oraz artykuł, który dyskutuje kwestię wpływu opieki medycznej na redukcję ŚMIERTELNOŚCI, a nie ZACHROWALNOŚCI (i dotyczący jedynie USA). Dlaczego jest to tak ważne rozróżnienie? Gdyż np. polio, choroba wyeliminowana z terenów Europy i Ameryki Płn. właśnie dzięki szczepieniom, jest stosunkowo rzadko śmiertelna, natomiast u wielu dzieci prowadzi do kalectwa. Ale jeśli ktoś chce obejrzeć kompetentne zestawienie na temat tego, co się stało z zachorowalnością i śmiertelnością po wprowadzeniu szczepionek w USA, to niech zerknie tu: http://sporothrix.wordpress.com/2012/08/20/powtorka-z-rozrywki/, a szczególnie do zamieszczonej tam tabelki. Polecam cały ten artykuł, będący świetnie udokumentowaną polemiką z tezami prof. Majewskiej.

Publikacji dowodzących skuteczności szczepień w zapobieganiu chorobom jest wiele. Dlatego szczepionki uważane są jedno z największych osiągnięć medycyny w ochronie zdrowia publicznego (http://www.cdc.gov/about/history/tengpha.htm). Wszystkim zainteresowanym polecam popularnonaukowy artykuł poświęcony szczepieniom autorstwa dr Ewy Krawczyk z Georgetown University, a zwłaszcza jego podrozdział „Czy szczepionki są skuteczne?” (http://sporothrix.files.wordpress.com/2012/01/krawczyk-wszechswiat.pdf)

 

Fanatycy masowych szczepień fałszywie przypisują im zasługi w zmniejszaniu zachorowalności na choroby zakaźne.  Coraz więcej danych pokazuje, że szczepienia nierzadko wręcz zwiększają zachorowalność na niektóre choroby zakaźne. Np. okazało się, że w ostatnich latach epidemie krztuśca w USA zdarzają się przede wszystkim wśród dzieci szczepionych; co dowodzi nieskuteczności stosowanych szczepionek. (http://www.cdc.gov/mmwr/preview/mmwrhtml/mm6128a1.htm).  Podobnie w Polsce, mimo ok. 95% wyszczepienia dzieci, każdego roku tysiące chorują na krztusiec (wiadomo, że oficjalne dane są znacznie zaniżone).  Analogicznie, mimo obowiązkowych szczepień szczepionką MMR (przeciw odrze, śwince, różyczce) tysiące polskich dzieci chorują każdego roku na świnkę i różyczkę. Niedawno byli pracownicy firmy produkującej szczepionki MMR ujawnili (i wytoczyli proces), że dyrekcja firmy od dawna wiedziała, że szczepionka ta jest nieskuteczna przeciw śwince i różyczce, mimo to promowali ją jako ochronę przed tymi chorobami.  W tym kontekście oskarżanie rodziców, którzy nie szczepią swych dzieci, o powodowanie epidemii chorób zakaźnych jest intelektualnym i moralnym oszustwem. (http://apps.who.int/immunization_monitoring/en/globalsummary/countryprofileresult.cfm?C=pol).

MR: „Coraz więcej danych pokazuje, że szczepienia nierzadko wręcz zwiększają zachorowalność na niektóre choroby zakaźne.” – stwierdzenie jest nieprawdziwe. Ale zacznijmy od krztuśca. Prof. Majewska odsyła do komunikatu CDC, w którym jest jasno napisane: „Pertussis vaccination remains the single most effective strategy for prevention of infection.” (Szczepienia przeciwko krztuścowi pozostają najbardziej efektywną strategią zapobiegania tej chorobie), mimo wzrostu zachorowalności w stanie Waszyngton – również wśród zaszczepionych osób. Dlaczego tak się dzieje? Wyjaśnienie dla znających angielski: http://www.skepticalraptor.com/skepticalraptorblog.php/whooping-cough-effectiveness-pertussis-vaccines/

http://www.forbes.com/sites/stevensalzberg/2012/07/23/anti-vaccine-movement-causes-the-worst-whooping-cough-epidemic-in-70-years/

A po polsku tu:

http://sporothrix.wordpress.com/2010/09/23/ale-glupi-ci-kalifornijczycy/

http://sporothrix.wordpress.com/2011/01/16/usa-sie-krztusza-kto-nastepny/

Przepraszam, że pominę milczeniem opowieść o byłych pracownikach firmy produkującej szczepionki”, gdyż nie wiem, czy prof. Majewska usłyszała ją w tramwaju, czy może przeczytała w tabloidzie. Natomiast spójrzmy na te „tysiące polskich dzieci chorujących każdego roku na świnkę i różyczkę”. Zacznijmy od tej pierwszej choroby i zobaczmy, co się stało po wprowadzeniu szczepionek: http://szczepienia.pzh.gov.pl/main.php?p=3&id=45&sz=212&to= A teraz różyczka: http://szczepienia.pzh.gov.pl/main.php?p=3&id=48&sz=195&to= Czyżby to jakiś tajemniczy skok higieny w ostatnich dwóch dekadach spowodował spadek zachorowalności? Spójrzmy też w tym kontekście na dane przywołane przez prof. Majewską w linku do strony WHO: np. Różyczka – liczba przypadków w 2000 r. w Polsce: 46 tys., a dziś niewiele ponad 4 tys. Cuda zdziałało mydełko Fa, czy może wprowadzona w tamtym okresie szczepionka?

 

Masowe szczepienia nie wyeliminowały chorób zakaźnych, a w niektórych przypadkach mogą być nawet ich przyczyną.  Ochronne działanie szczepień (gdy takowe istnieje) jest krótkotrwałe, wiec po roku czy kilku latach szczepione osoby są ponownie narażone na choroby, przeciw którym były szczepione.  Co więcej, niektóre szczepionki zawierają aktywne, patogenne wirusy, które mogą wywoływać choroby (np. MMR),  a inne (np. DTaP, czy szczepionki przeciw pneumokokom) doprowadziły do pojawienia się zmutowanych odmian bakterii, które wywołują choroby odporne zarówno na szczepienia, jak i na antybiotyki. (http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/20833694; http://www.abc.net.au/worldtoday/content/2010/s2816659.htm; http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/19935445; http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/19366365; http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC3067355/).

Czytaj także

W najnowszym numerze POLITYKI

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj