Ostatnie nawałnice to największa klęska w historii polskich lasów. Zaprowadzenie porządków zajmie lata
Pytanie, co na miejsce zniszczonych drzew zdecydują się posadzić leśnicy?
Jarosław Ramucki/Lasy Państwowe/mat. pr.

Dyrektor Lasów Państwowych Konrad Tomaszewski mówi o największej klęsce w historii polskiego leśnictwa. W piątek 11 sierpnia silny wiatr przewrócił drzewa na 45 tys. ha (to 4 razy powierzchnia Śniardw). Ucierpiały lasy w pasie od Pomorza Gdańskiego po Dolny Śląsk, zwłaszcza w Borach Tucholskich.

Leśnicy, będący w zasadzie rolnikami uprawiającymi drzewa, patrzą na las nie tylko przez pryzmat powierzchni zajmowanej przez uprawy – mierzą także objętości drzew. Dlatego tak często wspominają o metrach sześciennych. W ostatnim ćwierćwieczu letnie huragany na dużą skalę dotknęły lasy trzykrotnie. W lipcu 2002 r. pod Piszem wiatrołomy objęły 3,3 mln m sześc. drewna. W czerwcu zeszłego roku w Puszczy Knyszyńskiej na Podlasiu uszkodzone zostało 0,65 mln m sześc. „Kubatura wywrotów i złomów” z 11 sierpnia szacowana jest na ponad 8 mln m sześc. Czy to dużo? W tym roku w całym kraju Lasy Państwowe planowały „pozyskać” 40,5 mln m sześc.

Jak zawsze w podobnych przypadkach wiatrołomy zostaną posprzątane, a drewno sprzedane, las na nowo zasadzony. Zaprowadzenie porządków zajmie leśnikom lata, prawdopodobnie będzie zadaniem kilku zawodowych pokoleń.

Pytanie, co zdecydują się posadzić leśnicy?

Huragany pod Piszem, w Puszczy Knyszyńskiej i Borach Tucholskich demolowały głównie lasy iglaste, sadzone przez człowieka, często jeszcze przed I wojną światową. Na Mazurach i Pomorzu wiatr przewracał przede wszystkim monokultury sosnowe, na Podlasiu z domieszką świerków. Gatunki te są masowo sadzone, bo szybko rosną i dobrze się sprzedają.

Tymczasem z badań nad potencjalną roślinnością, która wyrosłaby samorzutnie, gdyby pozwolić dopasować się jej do warunków glebowych i klimatu, wynika, że np. Bory Tucholskie wcale nie muszą być zwartym, monotonnym polem sosny. Bez ludzkiej ingerencji w kilkaset lat stałyby się raczej wielogatunkową drzewną mozaiką, m.in. ze znacznie większym udziałem drzew liściastych. Ostatnie wiatry dały zatem leśnikom szansę na przyspieszoną przebudowę.

Tak się składa, że sierpniowa katastrofa zbiega się z awanturą o Puszczę Białowieską, gdzie kornik drukarz zabija świerki, osłabione m.in. gwałtownymi zmianami klimatu. I doprawdy trudno się spodziewać, by – jak w Puszczy – ktokolwiek domagał się, by leśnicy w Borach Tucholskich nie sięgali teraz po piły. To ich plantacja, przez nich zasadzona i prowadzona. Tu straty są wymierne, przeliczalne na pieniądze, bo poprzewracane drzewa i tak zostałyby wycięte, trafiłby do tartaków czy fabryk.

Nie ma co do tego wątpliwości, może oprócz oczekiwania, by jak 15 lat pod Piszem, niewielką część obecnych wiatrołomów pozostawić do naturalnej regeneracji. Otwarta jest również dyskusja, ile np. martwego drewna pozostawić w lesie. A co z resztą? To też jest przedmiotem globalnej debaty specjalistów od lasów. W każdym razie także wśród polskich leśników zauważalne jest rosnące przekonanie, że najlepiej radzą sobie lasy możliwie złożone i dopasowane do lokalnych warunków.

Inaczej rzecz ma się z próbą wymuszenia przyspieszonej regeneracji Puszczy Białowieskiej. Leśnicy odruchowo i tam chcieliby wycinać uszkodzone i martwa drzewa, a na ich miejsca posadzić nowe wedle własnego uznania. Za to cała rzesza biologów i pozarządowe organizacje ekologiczne alarmują, by Puszczę zostawić samej sobie, bo to w dużej mierze las zbliżony do naturalnego, nie żadna plantacja, więc masakrujący Puszczę ciężki sprzęt lepiej wysłać pod Tucholę, gdyż to tam jest potrzebny.

Szkody w Lasach Państwowych powstałe po huraganowych wiatrach z nocy z 11 na 12 sierpnia 2017 roku.
Lasy Państwowe/mat. pr.

Szkody w Lasach Państwowych powstałe po huraganowych wiatrach z nocy z 11 na 12 sierpnia 2017 roku.

(powiększ mapę)

Czytaj także

Ważne tematy społeczne

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj