Granica kłopotów
Właściwie nikt nie chce przywrócenia granicy pomiędzy Republiką Irlandzką a Irlandią Północną.
Clodagh Kilcoyne/Reuters/Forum

Właściwie nikt nie chce przywrócenia granicy pomiędzy Republiką Irlandzką a Irlandią Północną.

Po brexicie do długiej listy problemów z rozwodem UK z UE doszła granica między Republiką Irlandzką a Irlandią Północną. Jak ma wyglądać?

Z dyskusji wynika, że właściwie nikt jej nie chce – ani w Republice, ani w części należącej do Zjednoczonego Królestwa, ani w Brukseli. Powinna być miękka i niewidoczna, bez szlabanów, opłat, posterunków celnych, kontroli paszportów i innych dokumentów przy jej przekraczaniu. Tak jak granica między UE a Szwajcarią: wyrywkowa kontrola celna jeszcze w głębi kraju i nic więcej. Ale jak tę wizję pogodzić z realiami brexitu? Przecież Zjednoczone Królestwo może się nie dogadać z Unią Europejską w sprawie warunków rozwodu. Jeśli Brytyjczycy wyjdą z unii celnej i wspólnego rynku, trudno będzie o „miękką” granicę. A „twarda” grozi nie tylko fatalnymi skutkami w relacjach ekonomicznych obu części Irlandii: biurokracja graniczna będzie komplikować swobodne robienie biznesu (wartego ponad 40 mld euro rocznie).

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj