Archiwum Polityki

Listy pod kontrolą

Cała korespondencja, która przychodzi do premiera, prezydenta i parlamentarzystów, podlega obowiązkowej kontroli pirotechnicznej i radiologicznej. Przesyłki do naszych najwyższych urzędów państwowych prześwietlają funkcjonariusze BOR. Miesiąc temu Kancelaria Premiera zakupiła nowe urządzenie do kontroli pirotechnicznej.

Do Donalda Tuska dziennie przychodzi od 50 do 100 listów. Korespondencja nadesłana pocztą tradycyjną dociera do departamentu listów w otwartych przez BOR kopertach. Najwięcej piszą emeryci, renciści i bezrobotni. KPRM nie ma obowiązku odpowiadać na listy, ale jak zapewniają pracownicy premiera, nieliczne pozostają bez odzewu.

Do Sejmu przychodzi ponad tysiąc listów miesięcznie. Średnio połowę przynosi listonosz. Najwięcej dotyczy działalności posłów i Sejmu i rzadko są to listy gratulacyjne. Prawdziwa lawina korespondencji spadła na prezydenta Bronisława Komorowskiego. Z 18 tys. nadesłanych pocztą elektroniczną, w tym blisko 5 tys. tradycyjną, od początku jego urzędowania większość dotyczyła sprawy krzyża sprzed Pałacu i sposobu upamiętnienia ofiar katastrofy smoleńskiej. Zgodnie z prawem listy muszą być archiwizowane przez pięć lat. Również te anonimowe, które stanowią około 2 proc. całej obywatelskiej korespondencji do Sejmu, prezydenta i premiera. (Dąb.)

Polityka 46.2010 (2782) z dnia 13.11.2010; _PUSTY_; s. 8
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną