Archiwum Polityki

Okupacja i marzenia

Przez dziesięciolecia Izrael miał w kieszeni amerykańskie weto, blokujące w Radzie Bezpieczeństwa każdą antyizraelską uchwałę Zgromadzenia Ogólnego ONZ. Za poparcie kolejnych rządów w Jerozolimie kolejni prezydenci USA nigdy nie stawiali im żadnych warunków. Teraz Barack Obama złamał tę zasadę, oświadczając, że marzenia o państwie żydowskim nie można realizować poprzez ciągłą okupację. Powiedział, że podstawą porozumienia mogą być granice sprzed 1967 r. – z możliwością wymiany terytorialnej między zwaśnionymi stronami. Premier Netanjahu nie zwlekał z odpowiedzią: rewizja granic na zasadzie linii demarkacyjnych sprzed wojny sześciodniowej zagraża naszej egzystencji – powiedział – i dlatego nie może stanowić warunku wstępnego wznowienia rokowań pokojowych.

We wrześniu prezydent Autonomii Palestyńskiej Mahmud Abbas zamierza wnieść na forum Zgromadzenia Ogólnego ONZ projekt uchwały deklarującej uznanie niepodległej Palestyny. Gospodarz Białego Domu mówi, że dąży do tego samego celu, ale wybiera mniej wyboistą drogę: wznowienie negocjacji między Izraelem i Palestyńczykami. Zakładał przy tym, że nieoczekiwana presja na Izrael ułatwi USA skuteczniejszy dialog ze zmieniającym się światem arabskim. W efekcie stworzył sytuację patową. Nacisk na Izrael okazuje się bezskuteczny. Palestyńczycy też nie są zadowoleni, gdyż Waszyngton nie popiera projektu uchwały na forum ONZ. A fundamentaliści Hamasu nadal domagają się wymazania państwa żydowskiego z mapy Bliskiego Wschodu; trudno sobie wyobrazić, aby zgodzili się rokować z Izraelem, nawet za cenę zmiany granic. Na co Izrael i tak się nie zgadza.

Polityka 22.2011 (2809) z dnia 24.05.2011; Komentarze; s. 11
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną