Archiwum Polityki

Wielki blackout na Cyprze

Mała wyspa, bardzo duży kłopot. W szczycie sezonu Cypr stracił swoją największą elektrownię dostarczającą połowę energii. Została zniszczona w wyniku eksplozji w sąsiadującej z nią bazie wojskowej, gdzie składowano 98 kontenerów z irańskimi materiałami wybuchowymi i amunicją. W styczniu 2009 r. zostały przez Amerykanów skonfiskowane na Morzu Czerwonym, na rosyjskim statku Monchegorsk pod cypryjską flagą, który miał ten ładunek dostarczyć do Syrii (albo do Gazy, jak sugerują Izraelczycy). W wybuchu zginęło 13 osób, wśród nich dowódca cypryjskiej marynarki wojennej i komendant bazy.

Z depesz dyplomatycznych ujawnionych przez Wikileaks wynika, że wcześniej pomoc w pozbyciu się irańskiego ładunku oferowali Amerykanie i Niemcy, ale Cypryjczycy odmówili, nie chcąc zadrażniać stosunków z Syrią (która wspiera cypryjskich Turków). Publicznie zaś władze zapewniały, że nie stanowi on żadnego zagrożenia. Teraz gniew ludu obrócił się przeciwko prezydentowi Christofiasowi. Dwie 10-tysięczne manifestacje, zorganizowane ad hoc, domagały się jego ustąpienia. Nastroje zaostrzają wprowadzone ograniczenia w dostawach energii. Hotele pełne cudzoziemców mają być oszczędzone, więc główny ciężar obostrzeń spadł na mieszkańców. Prąd wyłączany jest im średnio na dwie i pół godziny na dobę. Zawarto szybką umowę na dostawy prądu z tureckiej enklawy, ale i ta decyzja spotkała się z krytyką, że oznacza współpracę z okupantem północnego Cypru.

Polityka 30.2011 (2817) z dnia 19.07.2011; Flesz. Świat; s. 11
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną