Archiwum Polityki

Pojedyncze pozwy zbiorowe

Tylko jeden z 39 pozwów zbiorowych złożonych w polskich sądach doczekał się finału. W Kielcach grupa właścicieli samochodów opryskanych farbą w czasie malowania budynku zawarła ugodę z wykonawcą remontu – właściciele uszkodzonych aut dostali po kilkaset złotych rekompensaty.

Gdy rok temu ustawa o dochodzeniu roszczeń w postępowaniu grupowym wchodziła w życie, dziennikarze opisywali nowe prawo przez pryzmat amerykańskich filmów – zwykli ludzie będą mogli odtąd dochodzić w sądzie sprawiedliwości na przykład od wielkich koncernów, gdy walka w pojedynkę jest zbyt trudna i kosztowna. Ale dziś polskie sądy rozpatrują zaledwie 16 pozwów zbiorowych. 22 zostały odrzucone, w większości z powodu błędów formalnych: występujących było za mało (musi być co najmniej 10) albo nie wynajęli wymaganego przepisami adwokata lub radcy prawnego. – Marketing tego rozwiązania był zbyt głośny. Wystąpienie z pozwem zbiorowym wcale nie jest proste, łatwo o banalny błąd – ocenia Grzegorz Kubalski, prawnik Związku Powiatów Polskich, choć wierzy, że pozew zbiorowy dotyczący zwrotu opłat za karty pojazdów sprowadzanych z zagranicy, który w tych dniach składa ZPP, zostanie rozpatrzony pozytywnie.

Prawnicy zwracają uwagę, że możliwości wystąpienia z pozwem zbiorowym są w Polsce bardziej ograniczone niż w innych krajach.

Pracownicy nie mogą na przykład w ten sposób pozwać pracodawcy o premie. Kilka pozwów złożyli mieszkańcy przeciwko spółdzielniom mieszkaniowym albo władzom lokalnym czy państwowym – zwłaszcza w związku ze szkodami powodziowymi. Napotykali jednak kolejną barierę: wszyscy pozywający muszą występować o taką samą kwotę, o co trudno, gdy w grę wchodzi dorobek życia utracony w kataklizmie. – Ustawa naprawdę stwarza nowe szanse – przekonuje prof. Michał Romanowski, który pracował nad nią jako członek komisji kodyfikacyjnej prawa cywilnego. – Daje możliwość korzystania z pomocy drogich, renomowanych kancelarii, których usługi dla indywidualnych klientów byłyby nieosiągalne. Przedsiębiorcy, duże firmy nie mogą już czuć się bezkarne w relacji z klientami.

Dobrze jednak, że ta droga nie jest łatwa, bo sądy zostałyby zasypane błahymi sprawami. A biorąc pod uwagę tempo pracy w polskich sądach, bardziej wiarygodnie będzie można oceniać to prawo dopiero za jakieś pięć lat – uważa profesor Romanowski.

Polityka 33.2011 (2820) z dnia 09.08.2011; Flesz. Kraj; s. 8
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną