Archiwum Polityki

Krwawe miasta

San Pedro Sula w Hondurasie to najniebezpieczniejsze miasto na świecie: na każde 100 tys. mieszkańców, aż 158 pada tam ofiarą zabójstwa. Obywatelska Rada do spraw Bezpieczeństwa Publicznego i Sprawiedliwości – meksykańska organizacja pozarządowa zajmująca się monitorowaniem przemocy – opracowała ranking 50 miast, gdzie procentowo najwięcej mieszkańców padło w zeszłym roku ofiarą morderstwa. Wyniki są szokujące: aż 45 najbardziej krwawych aglomeracji leży na kontynencie amerykańskim, z czego cztery w Stanach Zjednoczonych, jedna na Jamajce, a cała reszta w krajach latynoskich.

Zdecydowanie najgorzej jest właśnie w Meksyku – połowę miejsc w pierwszej dziesiątce zestawienia zajmują tamtejsze miasta, a siedem jest na dalszych pozycjach. To pokłosie trwającej już pięć lat wojny rządu z kartelami narkotykowymi, w której życie straciło 50 tys. osób. Jej skutki przenoszą się na sąsiednie państwa: organizacje praw człowieka alarmują, że Amerykę Środkową zalewa ostatnio fala brutalnej przemocy. Spośród miast rankingu, które nie leżą na kontynencie amerykańskim, cztery znajdują się w Republice Południowej Afryki, a jedno w Iraku. Nie chodzi jednak, jak mogłoby się wydawać, o Bagdad, tylko kurdyjski Mosul.

Polityka 04.2012 (2843) z dnia 25.01.2012; Flesz. Świat; s. 10
Reklama
Reklama

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną