Archiwum Polityki

Pod niespecjalnym nadzorem

Sojusz Lewicy Demokratycznej obiecał zasadniczą reformę służb specjalnych, najpoważniejszą po zmianie z 1990 r., która zlikwidowała Służbę Bezpieczeństwa i powołała Urząd Ochrony Państwa. SLD obiecał, że ta instytucja oraz Wojskowe Służby Informacyjne, które dotychczas skutecznie opierały się zmianom, przekształcone zostaną w dwie nowoczesne, działające zgodnie ze światowymi standardami, nieuwikłane w polityczne gry agencje: Bezpieczeństwa Wewnętrznego oraz Agencję Wywiadu. Od deklaracji rząd przeszedł do faktów. A fakty są dziwne.

Projekt ustawy o utworzeniu dwóch agencji przeszedł już pierwsze czytanie w Sejmie i pracuje nad nim obecnie nadzwyczajna sejmowa komisja. Jeżeli ustawa zostanie przyjęta, a wszystko wskazuje, że tak się stanie, to rzeczywiście zniknie Urząd Ochrony Państwa, a pojawią się: Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, łącząca kontrwywiad i obecny pion śledczy, oraz Agencja Wywiadu, co w praktyce oznacza usamodzielnienie tej służby. Nie będzie natomiast żadnego połączenia wywiadu wojskowego i cywilnego (co było zresztą zamierzeniem wątpliwym), bowiem WSI zachowują odrębność, a fakt, że w strukturze wywiadu cywilnego mają się pojawić jakieś zadania wojskowe, jest przykrywką dla klęski autorów pomysłu. Wtajemniczeni powiadają, że do nowej Agencji Wywiadu przejdzie najwyżej kilkudziesięciu oficerów w wieku przedemerytalnym, z których wojsko bez żalu zrezygnuje.

Żałować wypada, że rozbijaniu UOP nie towarzyszy stosowny projekt ustawy o Wojskowych Służbach Informacyjnych, który rodzi się już ponad 10 lat i jest z pewnością rekordzistą wśród projektów ustaw pożądanych i nienapisanych. Gdyby oba projekty pojawiły się jednocześnie, łatwiej byłoby opisać zadania, kompetencje i strukturę obu służb, a tym samym sens istnienia dwóch wywiadów, cywilnego i wojskowego. Wojsko jednak jest potęgą, gdy idzie o ochronę nieprzejrzystości własnych struktur. Teraz też pokazało Zbigniewowi Siemiątkowskiemu, który chce być ojcem chrzestnym nowych agencji, gdzie jego miejsce i dokąd sięga jego władza. Otóż sięga ona dokładnie tam, gdzie zaczynają się kompetencje szefa MON. Siemiątkowskiemu pozostało więc manipulowanie przy UOP i powiedzmy od razu, że jest to manipulowanie częściowo potrzebne, częściowo niezręczne, ale w każdym przypadku bardzo mocno podszyte polityką.

Polityka 15.2002 (2345) z dnia 13.04.2002; Kraj; s. 25
Reklama