Archiwum Polityki

II. Bądź solidarny

Zrzuciliśmy z siebie obowiązek pomagania: słabszym, potrzebującym, pomiatanym. Raz do roku – Owsiak. Resztą niech się zajmie państwo.

O solidarności najpiękniej pisałoby się językiem sentymentalnym, zwłaszcza gdyby w komputerze była czcionka zwana niegdyś solidarycą. Niestety, jest to pismo zapomniane i tylko nieliczni pamiętają jeszcze, jak ono wyglądało. Powstało w czasie strajków sierpniowych 1980 r., a zastosowane zostało po raz pierwszy w logo (czy wówczas używaliśmy już tego słowa?) Solidarności: litery użyte do zapisania nazwy rodzącego się ruchu przypominały zwartą grupę ludzi, nad którymi powiewała biało-czerwona flaga. Potem tzw. solidaryca się spospolitowała, ale oryginał naprawdę idealnie wyrażał nastroje chwili, a wkrótce stał się ikoną kolejnego narodowego zrywu.

Wszyscy mieli być razem, zjednoczeni przeciw „onym”, czyli wyalienowanej władzy, coraz bardziej przerażonej sytuacją, w której lud woła nie tylko o mięso, ale także o swobody twórcze dla artystów. Ziściło się marzenie poety romantycznego, który w swych wizjach widział cud – „z polską szlachtą polski lud”. I lud ze szlachtą, czyli inteligencją, wchodził do komitetów strajkowych, razem pisał postulaty i programy projektujące lepszą przyszłość. W powstającej wówczas utopii państwa idealnego wszyscy mieli być traktowani podmiotowo, w jednakowym stopniu korzystać z „niezbywalnych praw”. Miał to być przecież „socjalizm z ludzką twarzą”. Władzy, pokazującej znacznie brzydszą twarz, zarzucano nie tylko to, że źle rządzi, lecz przede wszystkim, że postępuje nieetycznie, np. bogacąc się nieprzyzwoicie. W negatywnym portrecie psychologicznym człowieka reżimu znajdowały się tak odrażające cechy jak: egoizm, rozrzutność, pycha, brak wrażliwości na biedę i krzywdę, izolacja od świata, w którym żyją zwyczajni obywatele.

W III RP wchodziliśmy z dwuwierszem Ernesta Brylla na ustach, zaczynającym się od słów: „Jesteśmy wreszcie we własnym domu.

Polityka 1.2003 (2382) z dnia 04.01.2003; s. 30
Reklama