Archiwum Polityki

Naciągany problem

Fabryka prezerwatyw Unimil w Dobczycach koło Krakowa pracuje w ruchu ciągłym, na cztery zmiany, siedem dni w tygodniu, jak huta. Dzieje się tak dlatego, że – jak głosi napis nad wejściem, a jest to cytat z Polityki Jakości Zarządu – „Dewizą naczelną Unimil SA jest zaspokojenie potrzeb klientów...”.

Żeby wejść do fabryki w Dobczycach, trzeba założyć ochraniacze na buty, kitel i czaporek. Pracownicy, a ściślej pracownice (na 130 osób załogi pracuje tu setka pań, mają większe zdolności manualne niż mężczyzni) mają jeszcze gorzej. Muszą przejść przez śluzę, gdzie zostawiają swoje ubrania, następnie biorą prysznic, wkładają służbowe ubrania i dopiero wówczas mogą rozpoczynać pracę. W określonej i pilnowanej temperaturze i wilgotności powietrza. – Nie jest to co prawda produkcja sterylna – wyjaśnia Jerzy Klaper, szef produkcji.

Polityka 47.2002 (2377) z dnia 23.11.2002; Na własne oczy; s. 108