Archiwum Polityki

Na kły, pięści i języki

Od pojedynku w Kinszasie Muhammada Alego z George’em Foremanem (30 października 1974 r., wygrał Ali przez nokaut w 8 rundzie) żadne bokserskie wydarzenie nie wywołało na świecie tak olbrzymiego zainteresowania jak walka Mike’a Tysona z Lennoxem Lewisem 8 czerwca w Memphis. Jeszcze nie padł żaden cios – chyba że zaliczyć te, które rywale zadali sobie na konferencji prasowej w styczniu w Nowym Jorku – a już pobitych zostało wiele rekordów.

Pół roku temu obaj bokserzy pobili się podczas konferencji prasowej i pojedynek został odwołany. Amerykańscy psychiatrzy twierdzą, że Tyson jest wariatem i walka przyjmie nieobliczalny obrót. Przestrogi nie bez podstaw, ale posłużyły one głównie reklamie.

Niewytłumaczalny jest fenomen bokserskich zmagań o światowe tytuły w wadze ciężkiej. W końcu walka na pięści nie zaczyna się ani nie kończy na pojedynkach mężczyzn ważących około lub grubo ponad 100 kg. Dzisiaj na pewno liderami światowych ringów są pięściarze lżejsi – Bernard „The Executioner” Hopkins, który ma w swojej kolekcji trzy pasy w wadze średniej, oraz Roy Jones Junior (także trzy pasy) w wadze półciężkiej.

Polityka 23.2002 (2353) z dnia 08.06.2002; Społeczeństwo; s. 94