Archiwum Polityki

Perswazje i wycinki

Cisza. Ani wietrzyka. Milczenie znieruchomiałego powietrza. Chmury leżą na niebie jak kołdra i ani drgną (ale to złudzenie). Nastrój oczekiwania. Na co? Na koniec świata? Na Słowo Ostateczne?

Według św. Jana „Na początku było Słowo”. W „Quo vadis” na początku był obraz, a ściślej – obrazy. Bo jeszcze nie było powieści Henryka Sienkiewicza, a już były obrazy Henryka Siemiradzkiego „Pochodnie Nerona” i „Dirce chrześcijańska” z nagą dziewczyną na byku. Henryk powieściopisarz oglądał obrazy Henryka malarza z zaciekawieniem tym większym, że malarz był jego przyjacielem. Oglądał i kiełkowała w nim powieść.

Na początku był obraz (obrazy Siemiradzkiego) i na końcu jest obraz, jak dawniej nazywano film. Obraz Kawalerowicza, który obejrzałem wczoraj w szczelnie nabitej sali kina w Białymstoku.

Quo vadis? znaczy po łacinie dokąd idziesz. Ale powieść i film nie odpowiadają na to pytanie. Ale lepiej: podsuwają, sugerują pewną odpowiedź, pokazując kierunek mylny. Bo historia nie poszła w stronę Królestwa Niebieskiego, zatoczyła koło na ziemi. Renesans był nie tylko wielkim odrodzeniem sztuki starożytnej, ale i odrodzeniem neronizmu. W renesansowym Rzymie spalono Giordana Bruna. Stosy, na których płonęli heretycy, były repliką słupów Nerona, na których płonęli pierwsi chrześcijanie.

Ale doświadczenie kogoś, kto płonął przytwierdzony do słupa, mogło być inne niż kogoś, kto płonął na stosie. Dla pierwszych chrześcijan ogień mógł być doświadczeniem oczyszczającym. Dla heretyków – doświadczeniem unicestwiającym podwójnie. Herbert pisze: „Śmierć w ogniu była przedsionkiem piekła, tego niegasnącego stosu, na którym palą się potępieńcy.

Polityka 46.2001 (2324) z dnia 17.11.2001; Perswazje i wycinki; s. 60
Reklama