Archiwum Polityki

Jak Miller niszczy kulturę

Ze smutkiem, acz nie wypieram się i pewnego rozbawienia, przeczytałem w „Gazecie Wyborczej” (17.09) rozdzierające szaty nad upadkiem kultur „Oświadczenie Komitetu Porozumiewawczego Stowarzyszeń Twórczych i Towarzystw Naukowych”. Zacznę od pewnych zawartych w nim nieścisłości. Oświadczenie sugeruje jakoweś iunctim między dobrą kondycją sztuki i nauki a demokracją. Otóż nigdy czegoś takiego nie było. Jak głęboko źródła sięgają, ludzie kultury dzielili się na dworaków, demokratów-buntowników i klerków. Ci pierwsi mieli się na ogół świetnie, ci drudzy fatalnie, a z tymi trzecimi różnie bywało, choć przeważnie nie najlepiej. We Francji XIX w., kiedy jest ona niekwestionowanym centrum kultury europejskiej, któż zbiera kąski z pańskiego stołu? Prosper Mérimée – dworak wręcz doskonały, piszący listy miłosne Napoleonowi III, Wiktor Hugo – przydupas Ludwika Filipa, który dopiero obrażony na II Cesarstwo, iż nie obsypało go wystarczającymi łaskami, napisze z zemsty „lewicujących” „Nędzników”, Jean Auguste Ingres – wysługujący się z równym wdziękiem Burbonom i orleanistom... Wszyscy oni, podobnie zresztą jak później cyganeria wypełniająca kawiarnie Montmartre’u czy Montparnasse’u, gardzili plebsem i demokracją, a już w najlepszych przypadkach mieli toto w tylnej części ciała, żywiąc niczym nie zmąconą pewność, że są solą ziemi i istotami wyższymi. Redakcja „Wyborczej” przydała oświadczeniu tytuł „Demokratyczne zwycięstwo lumpa” niechcący, bo zamysł był politycznie subtelniejszy, definiując celnie podświadomość autorów. Po co więc stroić się w nie swoje piórka?

Sygnatariusze bronią kultury i jest w tym oczywiście najszlachetniejsza słuszność.

Polityka 40.2002 (2370) z dnia 05.10.2002; Stomma; s. 106
Reklama