Archiwum Polityki

Amerykański mruczek

Josh Rouse to mało znany u nas artysta z USA. Myślę, że ma w Polsce niewielkie szanse. Nie jest ani ckliwolukrowatoliryczny, ani sexy dance‘owy, ani smętnie britpopowy. Pisze melodyjne piosenki z melancholijnymi tekstami i ładną gitarą. Nie ukrywam, że płytę „Nashville” (nie ma tu country!) poznałem z pewnym opóźnieniem. Rouse już zapowiada kolejny album – „Subtitulo” – na wiosnę tego roku. Ale tu nie chodzi o epatowanie nowością.

Polityka 10.2006 (2545) z dnia 11.03.2006; Kultura; s. 65