Wolny od pracy 1 i 3 maja, historyczny kompromis z epoki transformacji, nieuchronnie co roku prowokuje do tygodniowego majowego urlopu. Oba te święta obok siebie to byt dziwny i w świecie rzadki. Ale uznane zostały przez społeczeństwo za trwały dorobek socjalny i biada temu, kto podniósłby rękę na ten przywilej wielodniowej wiosennej bezczynności. Świętują jednak głównie instytucje państwowe. Sektorowi prywatnemu długa majówka dała asumpt do ożywionej działalności turystyczno-handlowo-gastronomicznej. Takiej mnogości ofert krajowych i zagranicznych, inicjatyw i zwykłej ludowej przedsiębiorczości jeszcze rok temu się nie zauważało. Może jednak nie tylko skłonność do świętowania wybija się wśród naszych cech narodowych.
Polityka
19.2002
(2349) z dnia 11.05.2002;
Komentarze;
s. 17