Archiwum Polityki

Takich dwóch jak was trzech nie ma ani jednego

Słowa więzną mi w gardle, a palce sztywnieją, gdy uderzam w klawisze. Wszystko to na skutek konkursu na mistrzów mowy polskiej, w którym wziąłem udział i niespodziewanie zyskałem nominację na moim rodzinnym Mazowszu. Teraz cokolwiek powiem czy napiszę, podlega szczególnie surowej ocenie, więc przy każdym sformułowaniu odczuwam wątpliwości. Nigdy wcześniej przed rzeczonym mianowaniem nie przyszłoby mi do głowy zastanowić się nad powszechnie używanym słowem. Teraz czuję brzemię odpowiedzialności i lęk, żeby nie skompromitować nie tylko siebie, ale przede wszystkim jurorów, wśród których znalazł się profesor Jerzy Bralczyk, autorytet nader popularny, a do tego znajomy.

Polityka 19.2002 (2349) z dnia 11.05.2002; Zanussi; s. 97