Archiwum Polityki

Kraj do poskładania

Tworzenie nowej mapy administracyjnej Polski kartografowie porównują do układania nowej budowli ze starych klocków. Gotowymi klockami były granice dotychczasowych gmin. Wystarczyło rozłożyć Polskę ułożoną z trzech tysięcy gmin na części pierwsze, a następnie klocek po klocku ułożyć z nich zupełnie inną konstrukcję, uwzględniającą powiaty i nowy kształt województw.

- Wszystko musiało do siebie pasować, ponieważ zarówno nowe powiaty jak i województwa składają się z gmin w ich dotychczasowym kształcie - zapewnia dr Marek Baranowski z Instytutu Geodezji i Kartografii.

Prawdziwy problem powstałby, gdyby reforma zmieniła także granice gmin. Wówczas całą Polskę trzeba byłoby od nowa dzielić kilometr po kilometrze, czyli strugać wszystkie klocki od nowa. Na szczęście granice gmin oparły się impetowi reformatorów, chociaż i tak co roku dokonuje się w nich mniejszych lub większych korekt w zależności od lokalnych potrzeb. W efekcie administracyjna Polska cały czas nieznacznie "chodzi".

Tymczasem w takiej Wielkiej Brytanii granice parafii nie zmieniły się od czasów Cromwella, co - zdaniem Baranowskiego - daje kapitalną możliwość dokonywania analiz porównawczych, obejmujących dziesięciolecia, a nawet wieki. Tymczasem w Polsce, gdzie co dwadzieścia lat zmieniają się granice województw, gdzie pewne obszary administracyjne raz znikają, a potem znowu się pojawiają, możliwości porównywania są znacznie mniejsze. Skutek jest taki, że wyłaniająca się po reformie Polska powiatowa i wojewódzka nie będzie miała o sobie podstawowych informacji, nie tylko tych porównawczych, ale i zwykłych statystycznych.

Jak zobaczyć to, czego nie widać

Mapy średnioskalowe od co najmniej pół wieku rysuje się na podstawie zdjęć wykonanych z samolotów. - Przy rysowaniu map metodą tradycyjną wykorzystywano najwyżej 25 proc. treści widocznych na zdjęciach. Pozostałe 75 proc. lądowało w szafach - szacuje doc. Romuald Kaczyński z Instytutu Geodezji i Kartografii. Użytkownik map widział zaledwie jedną czwartą tego, co naprawdę znajdowało się w terenie, spoglądał zatem na Polskę wzrokiem człowieka mocno niedowidzącego, odbierał obraz uproszczony.

Polityka 38.1998 (2159) z dnia 19.09.1998; Kraj; s. 28
Reklama