Archiwum Polityki

Wejście do Egiptu

Gdy prof. Kazimierz Michałowski wrócił po wojnie do Warszawy, przypominała ona ruiny starożytnego miasta, jeszcze niezupełnie odkopanego. Myślenie w tych warunkach o wydobywaniu spod ziemi dawno umarłych kultur wydawało się niedorzecznością. Zwłaszcza że archeologia klasyczna uchodziła wówczas za burżuazyjny kaprys. A jednak Profesor nie porzucił myśli o wykopaliskach. Wykorzystał pierwszą odwilż polityczną, by zorganizować misję.

Dlaczego Egipt? „Otóż w mniemaniu świata nauki, ale również w najszerszej opinii cywilizowanego społeczeństwa, aktualny poziom kultury danego kraju mierzy się tym, czy posiada swe własne wykopaliska w Egipcie – pisze prof. Michałowski w książce „Od Edfu do Faras”. – Niekiedy trudno w to uwierzyć, ale tak jest w istocie. Istnieją przecież wielkie instytuty archeologiczne w Grecji czy we Włoszech, niektóre o stuletniej już tradycji, a przecież nie ich działalność, choćby najbardziej spektakularna, stanowi w pojęciu przeciętnego człowieka miernik poziomu kulturalnego reprezentowanych przez nie krajów.

Polityka 11.2002 (2341) z dnia 16.03.2002; Społeczeństwo; s. 81