Archiwum Polityki

Polska według Śledzia

„Osiedle Swoboda” uważane jest za jedną z najciekawszych rodzimych serii komiksowych ostatnich lat. Jest to sugestywna opowieść o współczesnej Polsce, o jaką trudno w naszej literaturze, filmie czy rockowej piosence.

Historia o kilku młodzieńcach z bliżej nieokreślonego osiedla pojawiła się w 1999 r. w pierwszym numerze nieregularnie ukazującego się magazynu komiksowego „Produkt”. W ciągu trzech lat ukazało się dwanaście odcinków tej opowieści Michała Śledzińskiego, zwanego w komiksowym światku Śledziem, łącznie prawie 200 stron. Autor zamierza teraz złożyć je w książkę.

Osiedle bez specjalnego nadzoru

O sile tego komiksu decyduje konsekwencja, z jaką Śledziu w kolejnych częściach przedstawia scenerię, działające w niej postaci i język, jakim się posługują. Przestrzeń w „Osiedlu Swoboda” jest zresztą nie mniej ważna od bohaterów, a to nie jest niczym nowym w tym gatunku. Komiks – z charakterystyczną skrótowością, uogólnieniem i wyostrzeniem – jest przecież idealnym środkiem artystycznym, by portretować życie miejskie. Przekonywały o tym klasyczne amerykańskie historie o Batmanie czy Spidermanie.

Inaczej jednak w rodzimym komiksie: tu dopiero od niedawna życie po miejsku staje się samoistnym tematem, zresztą rozmaicie podejmowanym. W głośnym komiksie „Breakoff” Roberta Adlera i Tobiasza Piątkowskiego oglądamy Warszawę przyszłości, jarzącą się od neonów, z nazwami ulic w rozmaitych językach, Warszawę nowoczesnych mostów, bankomatów, billboardów i monitorowanych mieszkań. Z kolei w świecie Śledzińskiego mamy zapyziałe kamienice, mury upstrzone napisami, odpadający tynk i smród. Tu nie ma specjalnego nadzoru kamer, a jeśli coś sprawuje kontrolę, są to pięści miejscowych zakapiorów. W całej serii nie ma bodaj ani jednej eleganckiej witryny sklepowej, ani jednej restauracji, modnego klubu czy eleganckiego samochodu.

Polityka 34.2002 (2364) z dnia 24.08.2002; Kultura; s. 56
Reklama