Archiwum Polityki

Życie po Zycie

Zyta Gilowska nie odeszła dlatego, że zaplecze polityczne rządu rozbiło projekt budżetu czy nie poparło ustawy o finansach publicznych. Nie odchodziła, gdy padały kolejne jej plany. Odeszła trafiona teczką o nieznanej zawartości. Jej odejście stworzyło nową sytuację polityczną i na nowo podgrzało dyskusję o lustracji.

Kto prof. Gilowską trafił teczką i dlaczego? Sfera faktów jest prosta i jednoznaczna. Rzecznik interesu publicznego skierował wniosek do Sądu Lustracyjnego, iż „mogą zachodzić podejrzenia, że złożyła niezgodne z prawdą oświadczenie lustracyjne”. Wniosek rzecznika nie przesądza o winie ani automatycznie nie pozbawia stanowiska. Wyrok wszak wydaje sąd. Są jednak wewnętrzne partyjne regulacje, mające świadczyć o niezwykłej czystości szeregów, że sam fakt złożenia wniosku przez rzecznika dyskwalifikuje. Takie regulacje w cywilizowaną procedurę lustracji wprowadzają elementy mało cywilizowane, gdyż faktycznie przesądzają o winie. Zastosowano je po raz pierwszy przy politycznie wymuszanej lustracji i dymisji wicepremiera Janusza Tomaszewskiego w rządzie AWS.

Tak więc bez względu na ilość miłych słów, które do pani wicepremier skierowali prezes Jarosław Kaczyński i premier Kazimierz Marcinkiewicz (oczywiście wierzą jej, a nie podejrzeniom RIP), sprawa została przesądzona i o dymisji postanowiono. Zyta Gilowska po jej odbiór do Pałacu Prezydenckiego nie przyszła, demonstrując, że nie przyznaje się do jakiejkolwiek współpracy z SB, ale również pokazując swoje rozczarowanie postawą liderów PiS. Była wszak dla tej partii wielką zdobyczą, gdy powoływano ją z politycznego niebytu (w którym znalazła się po konflikcie z liderami PO oskarżającymi prof. Gilowską o nadmierne popieranie własnej rodziny) – wprost na stanowisko wicepremiera i ministra finansów. Była osobą niezastąpioną, a tu nagle okazało się, że tak łatwo można z niej zrezygnować. Wydaje się, że Zyta Gilowska – oddając się do dyspozycji premiera – oczekiwała, że dla niej PiS odstąpi od owych „zasad”, że jej słowo będzie ważniejsze niż jakieś wątpliwe esbeckie papiery.

Polityka 26.2006 (2560) z dnia 01.07.2006; Temat tygodnia; s. 18
Reklama