Archiwum Polityki

Więźniowie luster

Zamknięci w domach, z myślami samobójczymi, wstydzą się swojego wyglądu. Najwięcej zastrzeżeń mają do twarzy: za duży nos, dziwne usta, wysunięta broda. Z takimi defektami nie potrafią żyć. Choć biorą się one tylko z ich chorej wyobraźni.

Z Dorotą można porozumieć się tylko przez Internet. Jej mama, która z drugiego końca Polski przyjechała do redakcji opowiedzieć o chorobie córki, dostała stanowczy zakaz pokazywania zdjęcia. – Dorota uważa się za najbrzydszą osobę na świecie – tłumaczy jej matka Ewa. Sama o wyglądzie córki nie może nic złego powiedzieć: może Miss Polski by nie została, ale nie odstaje od większości jej 20-letnich rówieśniczek.

Dorota ma na ten temat zupełnie inne zdanie: – Nie ma takiej części twarzy, którą lubię. Za małe oczy, za duże usta. Wiem, że jestem bardzo brzydka. I żadna operacja plastyczna nie może mi pomóc. Nie ma możliwości powiększenia gałek ocznych, a to by mnie najbardziej interesowało.

To przecież o mnie

Katharine A. Phillips sądziła, że wie już niemal wszystko o chorobach psychicznych. Przez kilka lat pracowała w Harvard Medical School, gdzie swoją wiedzę psychiatry niemal codziennie konfrontowała z dolegliwościami pacjentów chorych na depresję, schizofrenię i nerwicę. Ale pewnego dnia, gdy pacjent wyznał w gabinecie, że przyczyną jego nieszczęścia są włosy, dr Phillips poczuła się bezradna. Jeszcze tego samego dnia popędziła do biblioteki. „Są ludzie, którzy mają zaburzone postrzeganie własnego ciała – zwłaszcza włosów, twarzy, skóry – i cierpią z powodu obsesyjnego zaabsorbowania jego urojoną brzydotą” – przeczytała w jednym z nielicznych naukowych artykułów, dotyczącym choroby nazywanej w skrócie BDD (Body Dismorphic Disorder) .

Dziś prof. Phillips uchodzi za czołową na świecie ekspertkę w sprawach dysmorfofobii (od greckiego słowa dysmorfia, które oznacza brzydotę i po raz pierwszy pojawiło się w mitach opisujących najbrzydszą dziewczynę w Sparcie) , a jej książka „The Broken Mirror” (Pęknięte lustro) stała się biblią pacjentów i ich rodzin.

Polityka 26.2006 (2560) z dnia 01.07.2006; Nauka; s. 78
Reklama