Archiwum Polityki

Trochę się wkurzyłem

W artykule „Magia codziennego użytku” (POLITYKA 43) stwierdza Joanna Podgórska, że „magia leżąca u podstaw większości przesądów to praktyka zrodzona z porównywania życia ludzkiego do życia natury” i na poparcie tej tezy cytuje etnologa Piotra Kowalskiego: „– Człowiek wydobywając się ze świata natury doświadczał własnej znikomości. Zaczynał rozumieć, że wszystko jest śmiertelne, poddane destrukcji i czasowi. – Z drugiej strony miał doświadczenie przeciwne – rytmy biologiczne są wieczne i niezmienne. Łączność tych dwóch porządków opisana jest w micie, który miał oswajać przemijalność”. Wynikałoby z tego, że ongiś homo sapiens nie rozumiał, że jest śmiertelny, a znikomość swoją poczuł wtedy właśnie, kiedy zaczął sobie w pewnej mierze czynić naturę poddaną, w przeciwieństwie do czasów, kiedy zdany był na jej łaskę i niełaskę. Jeszcze dziwniejsza musi być ta opowieść z punktu widzenia etnologa, który wiedzieć powinien doskonale, że „natura” i „kultura” to tylko pojęcia operacyjne, a nie jakoweś obiektywne stany, jak i to również, że mit wiecznego powrotu nie tylko nie „oswaja przemijalności”, ale często nadaje jej wręcz wymiar kary. Trzeba jednak przyznać, że dźwięczą tu pomieszane echa paru tradycji intelektualnych. Jest coś z Jana Jakuba Rousseau, coś z Jamesa Frazera, jakiś strzęp z Mircei Eliadego. W dalszym ciągu artykułu Podgórska nazwie z nich po imieniu tylko Frazera, choć usłyszymy również Pierra Saintyvesa (gdy chodzi o chrześcijaństwo), a nawet odległe brzmienia strukturalizmu (opozycje wewnątrz – na zewnątrz, góra – dół etc.). Teraz pora wreszcie wytłumaczyć, dlaczego się czepiam.

Polityka 45.2001 (2323) z dnia 10.11.2001; Stomma; s. 98
Reklama