Archiwum Polityki

Rewir zaplanowanej śmierci

Ojciec zginął, bo o wszystko się czepiał. Najbardziej go złościło, kiedy dzieci wracały za późno z dyskoteki, nie odrabiały lekcji, migały się od szkoły, nie szukały sobie pracy, wpadały w złe towarzystwo, przeklinały, nie sprzątały w pokojach i wkoło domu. Doprowadził do tego, że musiały wynająć na niego morderców. Na pomysł wpadła piętnastoletnia córka.

Kiedy zabijano Eugeniusza M., jego najmłodsza córka Ania i średni syn Daniel odsuwali od siebie podejrzenia tańcząc w dyskotece. Morderców wpuścił do domu starszy syn Paweł. Po wszystkim miał zadzwonić na policję w Żarach i zgłosić nieszczęśliwy wypadek taty.

Bliźniacy Frędzlowie z kolegą Mapetem stawili się do pracy w żarskiej dzielnicy domów jednorodzinnych na czas, tępym narzędziem bili M. po głowie, zrzucili z werandy, że niby sam spadł, ciągle żył, więc go dobili, i poszli.

Polityka 16.2002 (2346) z dnia 20.04.2002; Społeczeństwo; s. 90