Sukces ten daje się łatwo wytłumaczyć: po pierwsze jest to dzieło Stanisława Barei, po drugie jest to film familijny, po trzecie zaś jest on pokazywany w telewizji co roku w okolicy świąt Bożego Narodzenia. Dalsze cztery miejsca zajęły filmy Andrzeja i Janusza Kondratiuków, czyli tytuły już kultowe, w ścisłym znaczeniu słowa.
Stanisław Bareja, twórca za życia niedoceniony, odniósł kolejny sukces. Jak się okazało, już nie tylko tytuły kinowe, takie jak „Miś”, weszły do kanonu najpopularniejszych filmów polskich, ale także produkcje telewizyjne. (Gdybyśmy w plebiscycie uwzględniali seriale, na pewno w czołówce mielibyśmy „Alternatywy 4”). Podczas gdy inni twórcy święcie wierzyli, iż kino może zmienić świat, on zwyczajnie rejestrował absurdy życia codziennego w PRL, a teraz młodym widzom wydaje się, że to świetnie wymyślona groteska.
Na czterech kolejnych miejscach znalazły się filmy braci Kondratiuków, z rzucającą się jednak w oczy przewagą Andrzeja. Jest to z pewnością jeden z najbardziej oryginalnych reżyserów polskich, który jak nikt inny potrafi opowiedzieć kamerą historie, o których można by napisać wiersz. Jest w jego filmach liryzm, filozoficzna zaduma nad przemijaniem, ale też humor oraz dużo sympatii dla ludzkich słabości. Wydaje się, że taki właśnie sposób widzenia rzeczywistości bardzo odpowiada telewizyjnej publiczności.
W pierwszej dwudziestce znalazły się jednocześnie filmy innego rodzaju: mamy tu zarówno tytuły powstałe w duchu kina niepokoju moralnego (Agnieszka Holland, Krzysztof Kieślowski), przykłady kina społecznego („Samowolka”), magicznego („Pograbek”), jest też rozrachunkowy „Zawrócony”, film pokazujący najnowsze dzieje Polski, czyli temat, który w filmach kinowych w zasadzie jeszcze się nie pojawił.