Archiwum Polityki

Sanatorium pod rylcem

Józef Gielniak ma dwie biografie. W pierwszej wiele obiecywał, ale niewiele dał, gdy jako 19-letni reemigrant powrócił do Polski z Francji już po pierwszych sukcesach artystycznych i z bogatymi planami na przyszłość. W drugiej niewiele obiecywał, ale wiele dał, gdy na pozostałe 21 lat życia osiadł w sanatorium gruźliczym w Bukowcu z odroczonym wyrokiem śmierci. I to właśnie wówczas Gielniak zaczął tworzyć swoje niezwykłe grafiki; osobiste i osobne, do niczego niepodobne, pełne niezwykłego nastroju linoryty, którymi zachwycili się najpierw krytycy w kraju, a później w całym świecie.

Polityka 14.2007 (2599) z dnia 07.04.2007; Kultura; s. 67