Archiwum Polityki

Wszystko można

W szkole ze skarżypytami nie było właściwie większego problemu. Wystarczał przeważnie koleżeński bojkot, jeśli zaś rzecz się działa na koloniach lub zimowisku, zarabiał delikwent solidną kocówę, która sprowadzała go przeważnie na prostą drogę. Gorzej ze skarżypytami dorosłymi. Świadczy o tym sama dotycząca ich terminologia. Z poczciwych skarżypytów przeradzają się w delatorów, denuncjantów czy donosicieli. Krótko mówiąc, z małego świństewka robi się duże świństwo. Gorzej jeszcze, gdy jest to świństwo popełniane z premedytacją. Zaprasza się kogoś do domu, wyciąga na zwierzenia, nagrywa, a potem udostępnia taśmę, komu się to w danym momencie opłaci. Trzeba przyznać, że zjawisko to bardzo się w Rzeczpospolitej nieprzyjemnie zbanalizowało, co jest jakimś świadectwem zdziczenia obyczajów. Nie tragizowałbym jednak. Ostatnio na przykład ześwinił się Aleksander Gudzowaty, a wygłupił Józef Oleksy. Jakież podniosło się larum.

Tymczasem co nas to tak naprawdę obchodzi? Aleksander Kwaśniewski łatwo się wybroni z oskarżeń Oleksego, a reszta to przecież tylko subiektywne osądy i fantazje rozgoryczonego, a mocno podpitego polityka, któremu zgaszono jupitery. Znacznie gorzej, co jakby uszło uwagi opinii publicznej, jeśli przy okazji ośmiesza się minister sprawiedliwości biorąc sprawę na serio i kierując ją do prokuratury.

Po pierwsze bowiem jest jasne, że z tej chmury deszczu nie będzie. Po drugie, jak pisał Stanisław Jerzy Lec: „Nie należy wyciągać konsekwencji z błota”. Po trzecie, pan minister podzielił się z nami przekonaniem, że prawda przemawia przez usta pijaka. Doprawdy zakrawa to na jakieś abstynenckie przesądy oddalone o lata świetlne od obserwowalnej na co dzień rzeczywistości.

Polityka 14.2007 (2599) z dnia 07.04.2007; Stomma; s. 119
Reklama