Archiwum Polityki

Przeciek i sitko

Standardy premiera to są standardy bananowej republiki – powiedział szef opozycji, a ta – jak trąbią znawcy – chwyciła rząd w potężne kleszcze i dusi. Na całej Polsce leży dywan, który rozciągnęli Helmut i Iwan – grzmią patrioci – a Donald Tusk chce pod ten dywan zamieść aferę hazardową, czyli samego siebie. Tusk dopuścił się przestępstwa – śpiewa Jarosław Kaczyński – „Tusk nie może udowodnić, że nie było jego żadnej winy w przecieku. Obawiam się, że w normalnym, uczciwym procesie jest to niemożliwe do udowodnienia” i wyjaśnia, że uczciwy proces to śledztwo prokuratury, a następnie rozprawa przed sądem. Nie chce mi się wierzyć, że niedawny premier, prawnik z wykształcenia, człowiek zasłużony w walce z komuną, w której powstało słynne „dajcie człowieka, a paragraf zawsze na niego znajdziemy”, publicznie plecie takie duby smalone. Tusk nie będzie mógł przed sądem udowodnić, że jest niewinny? A dlaczego miałby to robić? Przecież to sąd ma udowodnić winę oskarżonemu. Następnie Kaczyński ogłasza, że „Mariusz Kamiński jest w dalszym ciągu szefem CBA, tylko ma teraz przerwę w wykonywaniu funkcji. Ja też mam teraz przerwę” – dodaje. Znów nie wiadomo: chichotać czy szlochać? Bo na to Kamiński ogłasza, że przeciwnie – nie tylko nie jest szefem CBA, ale nawet tam już nie pracuje. I znów jesteśmy w ciemnej dziurze, bo jak mu wierzyć, skoro jedną ręką oskarżał rząd, że przetarg na stocznie był ustawiony pod katarskiego inwestora, a drugą ręką krzyczał, że cały przetarg był fikcją, bo żadnego katarskiego inwestora nie było. Wydaje się, że komentarzem do tego wszystkiego może być złota myśl policjanta z Kielc, którą przypomniał Krzysztof Daukszewicz: „prawda jest jak dupa, każdy ma własną”.

Polityka 45.2009 (2730) z dnia 07.11.2009; Tym; s. 103
Reklama