Archiwum Polityki

Dom zły

Ostateczne zohydzenie peerelowskiej rzeczywistości i dotknięcie inferna stanu wojennego – tak chyba w wielkim skrócie można nazwać intencję przyświecającą reżyserowi Wojciechowi Smarzowskiemu w „Domu złym”. Oglądamy koszmar, który stopniowo zamienia się w zgrozę, potem w jeszcze większy koszmar, by w scenie finałowej osiągnąć wymiar absurdu niepodobny do niczego, co w polskim kinie kiedykolwiek pokazywano. Film składa się z dwóch nakładających się na siebie kryminalnych wątków.

Polityka 48.2009 (2733) z dnia 28.11.2009; Kultura; s. 54
Reklama