Archiwum Polityki

Cud w cudzie

Zabawiłem trochę w Ejlacie – to taki Sopot, tyle że zbudowany na pustyni, urozmaiconej wypiętrzonymi żółtobrązowymi górami otaczającymi zatokę Akaba. Opowiadają, że nawet pszczoła przelatująca nad kurortem zakłada pośpiesznie jarmułkę.

– Nie chcę, żeby ktoś wziął mnie za osę – wyjaśnia.

W Ejlacie z powrotem do tradycji poszło łatwiej niż z nauką hebrajskiego. To na co dzień drugi język, pierwszym zdecydowanie jest rosyjski. Sytuacja jak z anegdoty o Ben Gurionie: zagadnął o coś przechodnia.

Polityka 48.2009 (2733) z dnia 28.11.2009; Groński; s. 111
Reklama