Archiwum Polityki

Pochód wstecz

Jak stwierdził jeden z konsultantów brytyjskiego rządu do spraw Ulsteru, Andy Wood, deszcz to najtańszy policjant i gdyby pojawił się na początku demonstracji Loży Orańskiej w Portadown, pozostając kilka dni na służbie, być może nie doszłoby do rozruchów na tak szeroką skalę. Chyba jednak Wood nie ma racji - skoro oranżyści nie ugięli się pod pałkami RUC (Royal Ulster Constabulary), trudno sądzić, aby przestraszyli się deszczu.

Choć członkowie protestanckiej Loży Orańskiej deklarowali, że ich pochód przez katolicką aleję - Garvaghy Road będzie miał charakter pojednawczy, ot, pomachają w stronę katolików, Komisja do spraw Marszów miała swoje zdanie: pomarańczowe pochody niejednokrotnie prowadziły do krwawych zamieszek. Sytuację zaogniło - i to w sensie dosłownym - podpalenie katolickiego kościoła oraz katolickiej szkoły podstawowej w Portadown. Oranżyści, na których drodze stanęła policja, postanowili jednak dopiąć swego i w pobliżu posterunków rozbili obóz.

Polityka 30.1998 (2151) z dnia 25.07.1998; Świat; s. 30