Archiwum Polityki

Płoną góry, płoną lasy

Wiele lat temu - młody byłem jeszcze i naiwny - zajechałem autostopem do Włoch, w okolice La Spezia. Ciepłe morze! Nigdy dotąd nie byłem nad ciepłym morzem. Czyż można się dziwić, że natychmiast, nie zdejmując plecaka z barków i nie troszcząc się nawet o kwaterę, pomknąłem co tchu w piersiach ku bajecznym lazurom. Błąd. Plaże na długości paru kilometrów były prywatne, ogrodzone i nie dla ciebie prostaku. Tłum takich jak ja kłębił się na maleńkim i zaśmieconym kąpielisku publicznym.

Polityka 31.1998 (2152) z dnia 01.08.1998; Stomma; s. 74