Archiwum Polityki

Dezynfekcja demokracji

Wojewoda katowicki wydał wojnę narkomanom szwendającym się w centrum miasta. Wcześniej wojewoda warszawski zakazał stołecznej młodzieży poruszania się po zmroku bez opieki. Policja grupowo wyłapuje przydrożne prostytutki na rogatkach, a szef MSWiA sankcjonuje polowanie na bezpańskie koty i psy. Porządki te - w większości - mają wspólną cechę: bezprawność oraz brudne myślenie.

Urzędowe działania na pokaz są pozornie społecznie użyteczne i logiczne. Ich celem jest ochrona elementarnych norm porządku publicznego, bo przecież wprost domagają się tego uczciwi obywatele.

Z jakiej racji - pada retoryczne pytanie - mają się oni bać grasujących po zmroku hord nastolatków, omijać łukiem cuchnącego lumpa ze strzykawką, narażać dzieci na widok wyzywających tirówek, uciekać przed wałęsającym się psem? Demokracja, argumentowano by dalej, nie oznacza absolutnej wolności dla każdego, jeśli godzi ona w prawa i wolności innych osób.

Polityka 39.1998 (2160) z dnia 26.09.1998; Społeczeństwo; s. 76
Reklama
Ilustracja. Osoby czytające Politykę na różnych nośnikach.

Dołącz do nas!

Będziesz mógł czytać wszystkie teksty autorów „Polityki”.

Subskrybuję

Jesteś już prenumeratorem?

Zaloguj się >