Archiwum Polityki

Tapczan, dżem i serce

18 grudnia wszystkie telewizje pokażą samolot rządowy załadowany paczkami. To Janina Ochojska powiezie świąteczne prezenty do Kazachstanu. Po kilku dniach obejrzymy starowinki w chuścinach, dziękujące ze łzami w oczach i całujące pierścień prymasa Glempa. To Polacy z Kazachstanu po świątecznym pobycie wracać będą do siebie.

W międzyczasie zwiedzą Kraków oraz inne miasta, spotkają się z kimś ważnym, w zeszłym roku był to premier, zrobią zakupy za skromne kieszonkowe, posiedzą przy świątecznych stołach z rodzinami, które ich ugoszczą. Przez te wszystkie dni nie będą mogli ukryć zdziwienia, że tu się mówi do nich proszę pani i proszę pana, że dostają od nieznanych sobie osób prezenty i że jest taki owoc włochaty, z brązową skórką, w środku zielony, a nazywa się kiwi. W Polsce jest jak w kinie, powiedzą.

Polityka 51.1998 (2172) z dnia 19.12.1998; Kraj; s. 31