Zaskoczeń przy nominacjach nie było - funkcje objęli dotychczasowi wojewodowie z województw, których stolice stały się siedzibami nowych regionów. Przypomnieć warto, że tam właśnie przed rokiem toczyła się naj-ostrzejsza walka polityczna prowadząca do negatywnej selekcji kandydatów. Lokalne frakcje AWS blokowały się wzajemnie, skutkiem czego utrącani byli co lepsi kandydaci, a stanowiska obejmowali działacze trzeciego i czwartego rzutu, często zupełnie przypadkowi. Teraz zachowali fotele; tylko w Warszawie i Opolu nastąpiła zmiana.
Nic nie zostało z propozycji wicepremiera Janusza Tomaszewskiego, by stworzyć korpus fachowych wojewodów, oderwanych (także dzięki przenoszeniu na inny teren) od lokalnych układów partyjnych. Wielotygodniowy spór o wojewodów tak naprawdę nie był sporem o to, czy ma powstać apartyjny (co nie oznacza apolityczny) korpus wysokich urzędników (za czym opowiadała się Unia Wolności), ale jak podzielić nowy łup. Tym razem pula była bardziej ograniczona niż na początku 1998 r., kiedy to dzielono posady w 49 województwach. Po reformie administracyjnej liczba stanowisk zmniejszyła się o połowę: wojewodów jest 16, a wicewojewodów 32 (poprzednio na województwo przypadał jeden, teraz dwóch). Unia - jak się wydaje - uzyskała 24 stanowiska wicewojewodów, a więc 16 tak zwanych pierwszych zastępców (nie do końca wiadomo, co to znaczy) i 8 pozostałych.
Nie ma mocnych na Babalskiego
Za jedyny sukces UW w negocjacjach uznaje się fakt, że wojewodą mazowieckim nie został Maciej Gielecki, jeden z najbardziej kontrowersyjnych wojewodów, mających za zasadniczą rekomendację silnie demonstrowany antykomunizm. Zastąpił go Antoni Pietkiewicz, popierany przez tę samą frakcję związkową warszawskiej Akcji, ale urzędnik z doświadczeniem i przewidywalny.