Archiwum Polityki

Smoking pancerny

- A proponowałem mu samochód pancerny - powiedział obłudnie prezydent Paragwaju Raul Cubas, gdy dowiedział się, że wiceprezydent dr Luis Maria Argania został zamordowany w drodze do pracy. Nikt nie miał wątpliwości, że prawdziwym sprawcą zamachu był sam prezydent i jego "brat syjamski" - gen. Lino Oviedo. W pięć dni później Cubas był już na emigracji w Brazylii, a Oviedo uciekł do Argentyny, gdzie otrzymał azyl.

"Cubas - bandyta", "Oviedo - przemytnik narkotyków", "Precz z Wasmosym!", "Głosuj na Cubasa i Arganię" - napisy na murach stolicy Asuncion przypominają, że ledwie w maju ubiegłego roku odbyły się wybory - uznane za demokratyczne, także przez obserwatorów zagranicznych. Najstarsi ludzie nie pamiętali, żeby w Paragwaju odbyły się prawdziwe wybory - stary prezydent Carlos Wasmosy władzę dobrowolnie oddał, a nowy Raul Cubas jeszcze bardziej dobrowolnie ją przejął. Co prawda do objęcia władzy najbardziej szykował się mocny człowiek, były minister obrony gen. Oviedo, ale z więzienia trudno było kandydować. Wystawił więc najbliższego przyjaciela - Cubasa, który zapowiedział, że gdy tylko wygra - zaraz wypuści Oviedo na wolność.

I obietnicy dotrzymał. (Jedyna obietnica wyborcza, jakiej dotrzymał - mówią przeciwnicy). Ale Sąd Najwyższy stwierdził, że miejsce Oviedo jest w więzieniu za próbę zamachu stanu w 1996 r. Co prawda zamach (Jaki zamach? - pytają ludzie Oviedo) się nie powiódł, ale ówczesny prezydent Wasmosy doprowadził do skazania generała. Po dwóch latach Cubas został prezydentem, a Oviedo znalazł się na wolności. Właściwie miał już to, czego chciał - wolność i władzę, sprawowaną za pośrednictwem Cubasa. Ale do szczęścia brakowało mu tylko, żeby sam był prezydentem, a nie jego marionetka. Można by, oczywiście, Cubasa zabić, ale wówczas prezydentem zostałby wiceprezydent Luis Maria Argania, z którym niełatwo byłoby wygrać. Lepiej więc było zastrzelić wiceprezydenta.

Jak pomyślał - tak zrobił. 23 marca dr Luis Maria Argania, jak zwykle rano, wsiadł do Jeepa i kazał kierowcy zawieźć się do pracy. Wkrótce drogę zajechał im Fiat Tempra, z którego wyskoczyło dwóch bandytów. Oddali 10 strzałów, po czym odjechali. W niecałą minutę później na miejsce zbrodni podjechał inny samochód, którego załoga upewniła się, że robota została należycie wykonana i odjechał.

Polityka 17.1999 (2190) z dnia 24.04.1999; Świat; s. 36
Reklama