Archiwum Polityki

Dawne dobre czasy

Nie do wiary, a jednak: o naszych czasach też będą kiedyś mówić z rozczuleniem: Dawne dobre czasy! Jakaś racja w tym jest. Przypomina się reakcja faceta, który przeczytał "Annę Kareninę" i jęknął:

- Ładna historia! W XIX wieku pociągi wpadały na kobiety z towarzystwa...

Dzisiaj o ileż przyjemniej. Kabareciarz Krzysztof Daukszewicz bawi publiczność zagadką. Z cyklu dowcipów o blondynkach:

- Co robi norka, żeby mieć małe? - To samo co blondynka, żeby mieć norki.

Dawne dobre czasy mają swoje ciemne zaułki. Na szczęście radzi sobie z nimi nauka. Dowiaduję się, że w Gdańsku Solidarność (podwieszona do Uniwersytetu Gdańskiego), miesięcznik "Nie z tej ziemi" (ponoć przejęty przez o. Rydzyka) oraz Centrum Informacji o Sektach i Nowych Ruchach Religijnych zorganizowały sesję naukową. Zaczęło się od mszy, potem były referaty. A więc problem z pytajnikiem: "Astrologia, sposób na szczęśliwe życie?"; "Czy różdżkarstwo prowadzi do okultyzmu"; "Okultyzm i pseudonauka w szkolnictwie, kulturze i środkach masowego przekazu".

I niech ktoś powie, że brak u nas Einsteinów. "Pusty brzuch nie jest najlepszym doradcą" - mawiał Albert E. Pewnie dlatego ważnym punktem sesji była przerwa na obiad. I druga przerwa - na kawę. Ta podoba mi się mniej: z fusów można wróżyć. A wtedy blisko do astrologii, okultyzmu itp. zagrożeń. Wróżki są dziś podejrzane. Nawet w bajkach, gdzie nie każda wróżka bywa zła. Co tam bajki! Dotąd kołaczą się echa legendy sławnych wróżów: księdza Klimuszki (przepowiedział zawalenie się ustroju) i Stefana Ossowieckiego (przepowiedział wrzesień 39 r.). Pisze o nim znawczyni przedmiotu, astrolożka Józefina Pellegrini.

Polityka 17.1999 (2190) z dnia 24.04.1999; Groński; s. 93
Reklama