Archiwum Polityki

Bieg po milion

Lekka atletyka to już nie uboga krewna innych intratnych sportów. Największe gwiazdy bieżni, skoczni i rzutni zarabiają niewiele mniej niż asy światowych kortów czy pól golfowych. Lekkoatletyczna Złota Liga zamienia się w odpowiednika Wielkiego Szlema, a rachunki bankowe Marion Jones, Michaela Johnsona czy Hajlego Gebreselasjego ruszyły w pościg za kontami Martiny Hingis i Pete´a Samprasa.

Złota Liga to pomysł przedsiębiorczego prezesa Międzynarodowej Federacji Lekkiej Atletyki (IAAF), Włocha Primo Nebiolo, który trafnie wyczuł, że w czasach dyktatury telewizji nadchodzi koniunktura na widowiskowe pojedynki najsłynniejszych gladiatorów współczesności. Toczące się wartko jednodniowe mityngi gromadzą na stadionach, głównie zachodnioeuropejskich, tłumy nie mniejsze niż na meczach piłkarskich i biją rekordy oglądalności telewizyjnej. Ich organizatorzy nie mają kłopotów ze zdobyciem możnych sponsorów, którym reklamy zwracają z nawiązką to, co wyłożyli.

Polityka 30.1999 (2203) z dnia 24.07.1999; Społeczeństwo; s. 78