Archiwum Polityki

Imperialiści z Gdyni

Jeszcze kilka lat temu Stoczni Gdynia przepowiadano rychły upadek. Tymczasem firma nie tylko mocno stanęła na nogi, ale kupiła Stocznię Gdańską. Dziś jest liczącym się pretendentem do dwóch fińskich stoczni koncernu Kvaernera, a w kraju ostatnią deską ratunku dla bankrutujących Polskich Linii Oceanicznych. Morskie imperium Janusza Szlanty rośnie w błyskawicznym tempie. Pytanie tylko: czy na trwałych podstawach?

Kiedy Gdynia pod wodzą prezesa Szlanty wykupywała gdańską kolebkę, związkowcy obawiali się oszustwa, zagarnięcia majątku ich firmy, likwidacji miejsc pracy i wszystkiego co najgorsze. Na historycznej bramie numer dwa wisiały transparenty o gdyńskich cwaniakach, którzy wzbogacili się kosztem biedaków. Ulotki o złodziejstwie wisiały też na każdym drzewie przy ulicy prowadzącej do Stoczni Gdynia. To z kolei oburzało wielu jej pracowników. Komisje zakładowe Solidarności obu firm patrzyły na siebie wilkiem.

Polityka 41.1999 (2214) z dnia 09.10.1999; Gospodarka; s. 64