Archiwum Polityki

Śmieszna rura

1 Jak na razie, najdłuższą podróżą, jaką odbyłem po Warszawie, była pewna nocna jazda na Jelonki, ale o tym innym razem. Teraz opowiem o drugiej, krótszej, choć dla mnie też dalekiej podróży; teraz opowiem, jak jechałem do Telewizji na Woronicza. We wtorek wieczór to było. Siedzę w samochodzie, przeglądam wtorkowe gazety i bezskutecznie usiłuję wywołać w sobie uczucie zażenowania faktem, że na żaden z tematów zaproponowanych przez redaktora "Pegaza" Janusza Wróblewskiego (bo ja na Woronicza do Telewizji do "Pegaza" jechałem) nie mam nic do powiedzenia.

Polityka 41.1999 (2214) z dnia 09.10.1999; Pilch; s. 83