Archiwum Polityki

O topieniu w piecu

Celem uporządkowania doznań prosto z festiwalu filmowego w Gdyni pojechałem do Wisły. Listopad w górach - ukochana moja pora roku, zapach śniegów zaczajonych w niebiosach, granatowa chmura nad mieszanym lasem, sezon rozpalania palenisk. Byłem pewien, że jak zwykle w domu będzie zimno jak w psiarni, stopy przymarzające do podłogi, szron na obrusie, te i inne motywy wielokrotnie już opisane albo nie opisane.

Chyba na czarną godzinę zostawiam traktat o kunszcie rozpalania pieca kaflowego, opowiadanie o tamtych nieistniejących czterech piecach, zwłaszcza o czwartym najbardziej tajemniczym: stał w ostatniej izbie, złożony był z rzadkich ciemnoniebieskich kafli z niedocieczonym wzorem, umiejętnie rozpalony trzymał ciepło jak jasny gwint, żeliwne drzwiczki rozżarzały się nocą ciemną do białej płynności.

Polityka 46.1999 (2219) z dnia 13.11.1999; Pilch; s. 91