Archiwum Polityki

Kup pan miga

Agencja Mienia Wojskowego dostała jasne zadanie: pozbyć się niepotrzebnych armii dóbr. Zalegających tonami w magazynach, rdzewiejących pod chmurką i w hangarach. Po wielu latach chowania się za drutem kolczastym z zakazem fotografowania wojsko wyszło z propozycją do cywila. Agencja poleca uwadze klienta urządzenia - od praktycznych żabek do firanek, poprzez mundury polowe i amunicje, po z pozoru tylko nieprzydatne w szarym cywilnym życiu samoloty bojowe. I lotniska -  aby miały gdzie parkować.

Kiedy armie Europy Zachodniej i Stanów Zjednoczonych wyzbywały się starych maszyn i sortów mundurowych tworząc modę na demobil, w polskim wojsku urzędowo istniały rzeczy "na stanie". W Ludowym Wojsku Polskim komisyjnie palono albo obcinano rękawy wysłużonych wojskowych kurtek polowych dbając, aby przypadkiem jakiś cywil nie miał z nich pożytku. Samochody, czołgi, rakiety, maszyny budowlane będące własnością wojska latami czekały w gotowości bojowej. Nie doczekały się stosownego rozkazu, więc obsługa ograniczała się do przetoczenia pojazdów co kwartał w inne położenie, bo opony parciały.

Polityka 49.1999 (2222) z dnia 04.12.1999; Na własne oczy; s. 100