Archiwum Polityki

Brak dowodów

Po raz piąty w ciągu ostatnich sześciu lat kierownictwo resortu spraw wewnętrznych przesunęło termin wprowadzenia nowych, bezpieczniejszych i nowocześniejszych dowodów osobistych. Tym razem na 2001 r. Argumentacja jest - delikatnie mówiąc - pokrętna.

Na początku polskich przemian nikt nie miał serca do zajmowania się nowymi dowodami. Już sama nazwa: "dowód osobisty" kojarzyła się z systemem represji. Funkcjonariusz milicji, który zwracał się do nas: "dowód", a w najlepszym razie: "dowodzik proszę", mógł się z tej książeczki dowiedzieć nie tylko tego, jak się nazywamy i gdzie mieszkamy, ale i tego, jaki jest nasz stan cywilny, gdzie pracujemy, ile mamy dzieci, jaką grupę krwi, czy i kiedy wyjeżdżaliśmy za granicę (adnotacja NBP o wykupieniu dewiz na wyjazd), a na koniec - już po transformacji - czy "zrealizowaliśmy prawo do otrzymania powszechnego świadectwa udziałowego".

Polityka 50.1999 (2223) z dnia 11.12.1999; Kraj; s. 25