Prasa pisze o latorośli marszałka Ryńskiego: Mateusz R. Tak przedstawia się przestępców, żeby nie zaszkodzić ich rodzinom. Ale w Olsztynie każdy i tak wie, że Mateusz to jedyne dziecko czołowego tam polityka. Opinia publiczna już werdykt wydała: niedaleko pada jabłko od jabłoni.
Dla ludzi to prawdziwa gratka. Synalek marszałka w areszcie, synalek przed sądem. Zapada wyrok – dlaczego taki łagodny? Cytuje się Wysoki Sąd, który mówi do oskarżonego: „Za to, co pan zrobił, powinien pan siedzieć długie lata”. I ze zdziwieniem odnotowują, że ten sam sąd zastosował nadzwyczajne złagodzenie kary. Skazał Mateusza na 2 lata więzienia w zawieszeniu na 4 lata.
Mateusz ma 20 lat. Kiedy dokonał czynu, za który trafił przed oblicze sądu, był o ponad rok młodszy. Wcześniej niekarany, ale – co wiadomo z wywiadu środowiskowego – sprawiał kłopoty wychowawcze. Nie zdał do klasy maturalnej, rzucił liceum. Widywany w towarzystwie osiedlowych rozrabiaków, bywalec meczów piłkarskich – zawsze na tzw. żylecie wśród najostrzejszych stadionowych hooligans. Coraz częściej alkohol. Pierwsze próby z narkotykami. – Typowa równia pochyła – ocenia jeden z olsztyńskich policjantów.
Chłopak trochę zbłądził
W pewną marcową sobotę 2003 r. Mateusz zażądał od ojca pieniędzy. Ostatnio coraz częściej zwracał się o kasę – 50 zł kieszonkowego, jakie dostawał co miesiąc, już nie starczało. Ojciec odmówił. Chłopak wyszedł z domu zły, trzasnął drzwiami.
Wieczorem rodzice wybrali się do teatru. Syn w tym czasie siedział wraz z kumplem – Michałem, synem wykładowcy olsztyńskiej uczelni – w pubie na Starówce. Po kilku kolejkach piwa byli już wystarczająco nakręceni, szukali zaczepki. Wreszcie z kimś udało im się wejść w zwarcie, ale trafili na lepszych, dostali po grzbiecie.