Archiwum Polityki

Cały byłem głową

Miesiąc temu o uwolnienie porwanego w Iraku Jerzego Kosa modlił się cały kraj, a przedstawiciele władzy wyrażali szczere zaniepokojenie jego losem. Dzisiaj smutno mu, bo dotąd żaden z nich nie zadzwonił i zwyczajnie nie zapytał: panie Jurku, jak się pan czuje?

Prawdę mówiąc już po wylądowaniu na Okęciu Jerzy Kos zorientował się, że jest eksponatem wstydliwym, że chce się go schować. Władza powitała go, pospiesznie odstawiła do domu i odetchnęła z ulgą. – Czułem się jak ktoś, kto stwarza problem, może nawet jest czemuś winny.

Jerzy Kos nie stara się grać bohatera. Doskonale wie, że jest ludzką drobiną, która nieopatrznie wpadła w tryby współczesnej historii świata i przypadkiem wyszła z tej kolizji cało. Ale gest, nawet drobny, znaczyłby dla niego wiele.

Polityka 28.2004 (2460) z dnia 10.07.2004; Społeczeństwo; s. 94
Reklama