Archiwum Polityki

Rozkład jazdy

Ledwo wróciłem z Moskwy, to w weekend znalazłem się w Miami. W chwilę potem trafiłem na festiwal w Berlinie i już ruszam z wykładem do mroźnej Pensylwanii oraz nie mniej mroźnego Montrealu. Między tymi podróżami upycham spotkania w Pułtusku, Poznaniu oraz w Sochaczewie. Ktoś przekonał nas, że cały świat jest wioską. Z mojej perspektywy jest raczej miastem i jedynie, co jeszcze budzi we mnie zdziwienie, to ciągłe zmiany pór roku. Dzięki nim jednak rano odnajduję się w czasie i przestrzeni rozumując, że jeśli za oknem jest zima, to jestem w Moskwie albo w Montrealu, a jeśli lato, to w Miami.

Przemieszczając się zwracam szczególną uwagę na różne środki transportu, jakie oferuje mi technika. W Moskwie i w Miami rzucają się w oczy miejskie kolejki na wysokich słupach podpierających wiadukty, po których mkną wagoniki pozbawione motorniczego. Kiedyś spotkałem się z określeniem, że są to windy poziome. Skojarzenie z windą miało rozwiać mój niepokój, czy wagonik bez motorniczego wie, dokąd jechać i kiedy się zatrzymać. Porównanie to nie działa uspokajająco, bo w windach też kiedyś bywał motorniczy i dziś jeszcze w warszawskim Pałacu Kultury miłe panie pytają, na które piętro chcę się udać. W miarę rozwoju postępu rośnie bezrobocie. Technicy zręcznie automatyzują coraz to więcej procesów, dzięki czemu pracodawcy nie mają problemów ze strajkującym personelem, a maszyny zarabiają na zasiłki dla tych, których praca stała się niepotrzebna. Jeśli następna rewolucja techniczna przyniesie zwycięstwo robotów, to cały nasz system społeczny trzeba będzie wymyślić na nowo. Technicy twierdzą, że to wszystko nastąpi za kilka, najdalej za kilkanaście lat, czyli w czasach, kiedy moje pokolenie usunie się już ze sceny.

Polityka 9.2004 (2441) z dnia 28.02.2004; Zanussi; s. 112
Reklama